Autor: Terry Pratchett
Ilość stron: 311
Moja ocena: 7,5/10
Po fantastycznej zabawie z pierwszą częścią cyklu o Śmierci bez wahania sięgnęłam po kolejną. Los chciał, że z czterech pozycji wybrałam "Wiedźmikołaja", jednak kiedy przeczytałam niezbyt pochlebne opinie mój zapał automatycznie zgasł. Niektórzy mówili, że akcja się długo ciągnie, inni, że zakończenie jest przewidywalne itd. Jednak po 30 stronach książka wciągnęła mnie na tyle, że zapomniałam o negatywnych komentarzach.
Pratchett tym razem mnie nie zawiódł. Już na wstępie zaserwował potężną dawkę humoru, przez co potem szukałam tylko wolnej chwilki, aby przeczytać ukradkiem następny rozdział. Akcja na początku gnała jak szalona, potem nieco zwolniła, ale uważam, że i tak jest bardzo dobrze. Niestety jak zwykle muszę się przy okazji nagadać (choć obiecuję, że tym razem będzie krótko). Otóż, w "Wiedźmikołaju" mieliśmy do czynienia z 3 wątkami. I choć 2 bardzo mnie interesowały, to trzeci był kompletnie do... Czekałam tylko kiedy przejdę do następnego rozdziału.
Ale przymknijmy na to oko i pomówmy o tym, co było bezapelacyjnie najzabawniejsze i najciekawsze. Zapewne się domyślacie, że chodzi mi o Śmierć, który tym razem wcielił się w rolę Wiedźmikołaja. Nie będę się powtarzać i mówić po raz enty dlaczego go uwielbiam, ale wspomnę tylko o niesamowitej atmosferze świąt Bożego Narodzenia (w Świecie Dysku Strzeżenia Wiedźm) jakiej się nie spodziewałam spotkać w takiej książce. Szacun, Panie Pratchett.

No cóż, pozostaje mi zamówić kolejną część opowiadającą o przygodach Śmierci, a Wam polecić "Wiedźmikołaja" :-)
Musiałabym przeczytać. Bardzo ciekawa recenzja.
OdpowiedzUsuńniezbyt moje klimaty szczerze mówiąc :)
OdpowiedzUsuń@Maytea dziękuję :) Polecam, naprawdę.
Usuń@Miłośniczka Książek warto spróbować :)
Okładka jakaś dziwna, a z treścią jest podobnie.
OdpowiedzUsuńWyjątkowo rozśmieszył mnie i pomysł na książkę i okładka :) Chętnie by przeczytała, jeśli będzie okazja
OdpowiedzUsuń